Blog o Korei. Olimpiada zimowa, ciekawostki, turystyka.

Z przewodnikiem przez Seul. Za darmo, po angielsku

Znasz angielski i chcesz odwiedzić najważniejsze miejsca w Seulu? To świetnie, bo miejska organizacja turystyczna ma w swojej ofercie ponad 20 tras z lokalnymi przewodnikami. Po angielsku, ale za to całkowicie za darmo. Opłaty uiszcza się jedynie w przypadku płatnych wstępów lub programów (na przykład przy zwiedzaniu pałaców trzeba wykupić bilet dla siebie).

Czy warto z tego skorzystać? Wzięłam udział w trzech tego typu oprowadzaniach i uważam to za ciekawe doświadczenie. Jeśli zastanawiacie się, czy włączyć do swojego planu wycieczkę z wolontariuszem-przewodnikiem, przeczytajcie poniższe wskazówki.

Różnorodność tematów

Wybór tras, podzielonych na kategorie tematyczne, jest imponujący. To nie jakieś 2-3 ogólne trasy na krzyż, ale konkretne propozycje, które przy dłuższym pobycie chciałoby się wziąć niemal wszystkie. W ofercie są wszystkie pałace w śródmieściu, spacer wzdłuż murów miejskich, przechadzka po tradycyjnych dzielnicach z domami w stylu koreańskim (tzw. hanok), wizyta w świątyni buddyjskiej,  wycieczka wzdłuż rzeki Han albo pobyt na tradycyjnym targu. Kilka najnowszych propozycji dotyczy mocno promowanej ostatnio inwestycji, Seoullo 7017. Jest to nowoczesna promenada z mnóstwem zieleni, przebudowana z dawnego odcinka autostrady w samym środku miasta.

W 2012 roku, przy mojej pierwszej wizycie w Korei, wybrałam dwa oprowadzania: po dzielnicy tradycyjnych domów koreańskich Bukchon oraz po pałacu Gyoengbok. Od tego czasu poznałam Seul znacznie lepiej, zatem jeśli nie możecie się zdecydować, co wybrać, spójrzcie na moje podpowiedzi:

  1. Naksan Rampart (City Wall)
  2. Bukchon Hanok Village
  3. Seochon Hanok Village

Uwaga: to nie jest wybór na Seul w ogóle. To jest wybór, by zmaksymalizować korzyści z różnorodnego zwiedzania. Pałace można obejrzeć samemu lub skorzystać z ich wewnętrznej oferty oprowadzania po angielsku (przeważnie też bezpłatnej). Wyżej wymienione trasy prowadzą przez zakamarki tradycyjnych dzielnic, gdzie przewodnicy zwrócą Waszą uwagę na rzeczy, obok których – gwarantuję – przeszlibyście sami bez zatrzymywania się.

Prosty i wygodny system rezerwacji

Moje pierwsze dwie wycieczki rezerwowałam w 2012 roku i od tego czasu przyjazność systemu dla użytkownika znacznie się poprawiła. Pamiętam, że miałam wówczas pewne problemy i korzystałam z komputera oraz pomocy pracowników w siedzibie Koreańskiej Organizacji Turystycznej. Oferta widniała na ich stronie i pewnie dlatego oraz widząc moją determinację, pani zgodziła się potwierdzić moją rezerwację telefonicznie z miejską organizacją. Krótko potem (nie, żebym ja była tego przyczyną), na każdej informacyjnej stronie KTO pojawił się komunikat, że „za treść ogłoszeń nie odpowiadają…”

Wracając do czasów współczesnych, możecie łatwo zamówić oprowadzanie wybierając temat, dostępny dzień i godzinę, ilość osób oraz podając dane osobowe. Z tymi danymi osobowymi może być trochę problem, gdyż wymagany jest również telefon (najlepiej komórka). W 2012 roku też tego wymagano, ale ja telefonu nie miałam (naprawdę wyjechałam samotnie do Korei nie mając smartfona czy zwykłej komórki, tylko mały notebook, który nosiłam ze sobą, by podłączać się do sieci na stacjach metra – i przeżyłam 3 tygodnie podróżując nawet poza Seul). W formularzu było miejsce na adnotacje, gdzie napisałam, że komórki nie mam, ale na bieżąco odbieram maile. Można podać numer gospodarzy, u których nocujemy, znajomych (oczywiście za ich zgodą), hotelu. Przypuszczam, że telefon zadzwoni jedyni wtedy, gdy nastąpi nagłe odwołanie zwiedzania ze strony przewodnika. Można oczywiście podać numer polskiej komórki.

Niedawno (październik 2017) zdecydowałam się ponownie na oprowadzanie, podając tym razem numer koreańskiej komórki. Czy ktoś w ogóle do mnie zadzwonił? Otrzymałam SMS z potwierdzeniem oprowadzania, potem z przypomnieniem, a na godzinę przed spotkaniem odezwała się sama przewodniczka, by potwierdzić moją gotowość do zgłębiania tajników hangula (języka koreańskiego, taki był temat). Po wysłaniu zgłoszenia mailem, też otrzymałam potwierdzenie, personalia przewodnika oraz informacje odnośnie miejsca spotkania.

To jak jest z tym angielskim?

Gwoli ścisłości, oprowadzania oferowane są również w języku koreańskim, chińskim i japońskim. Moja pierwsza przewodniczka mówiła bardzo dobrze po angielsku. Przy drugiej (w pałacu Gyeonbok, w którym byłam wcześniej sama, ale chciałam dowiedzieć się czegoś więcej) trzeba było się mocno skupić, by wydobyć treść przekazu. Ostatecznie skończyło się na podstawowych informacjach, typu: tu mieszkała królowa a tam następca tronu, tu kuchnia a tam pomieszczenia dla służby.

Koreańczycy, wbrew pozorom, mają bardzo dużo zapożyczeń z angielskiego, ale wymawiają je ze swoim akcentem. Przy słowach zakończonych na spółgłoskę, dodają kolejny dźwięk i tak z tennis robi się „teniseu”, z juice – „juiceu”, podobnie z Poland – „polandeu”. Moja przewodniczka każde słowo kończyła w ten sposób, więc z odrobiną dobrej woli można było ją zrozumieć. Niestety, po pół godzinie uderzyła się mocno w głowę przy niskim przejściu, więc zaproponowałam, byśmy zakończyły zwiedzanie.

Obie panie, a zwłaszcza pierwsza, były bardzo miłe i otwarte na rozmowy. Tą, z którą mogłam porozmawiać, zaprosiłam po zwiedzaniu na ciastko i kawę, chociaż trochę się wzbraniała, że nie wypada. Jak to nie wypadało przy takiej ilości moich pytań?

Mój ostatni temat oprowadzania by raczej mało popularny. Generalnie chodziło o historię języka koreańskiego, postacie z nim związane oraz przeróżne instalacje artystyczne, a obecne w przestrzeni miejskiej. Przewodniczka była bardzo konkretna, z niemal perfekcyjnym angielskim, ale też i z dystansem. Do tego prawie biegała, nie chodziła. Niemniej na moich kilka nieśmiałych pytań, wykraczających poza zainteresowania zwykłego turysty, odpowiadała bez zdziwienia.

Przy czym dodam, że mój angielski jest na poziomie mocno komunikacyjnym.

Kim są przewodnicy?

Przewodnikami są Koreańczycy o różnych zawodach i statusie społecznym. Ponieważ tylko z pierwszą panią udało mi się dłużej porozmawiać, niewiele mogę tu dodać. A ciekawiło mnie, dlaczego zdecydowali się w swoim wolnym czasie oprowadzać turystów, bądź co robią na co dzień. Pamiętam tylko, że kiedy zapytałam pierwszej przewodniczki, skąd tak dobra znajomość angielskiego (pani w dojrzałym wieku), ta z rozbrajającą szczerością odpowiedziała, że to ojciec zdecydował, iż mając niezbyt urodziwą córkę (sic!), zainwestuje w jej wykształcenie.

Moim głównym powodem w 2012 roku była właśnie chęć rozmawiania z ludźmi, poznania historii i kultury kraju nie z muzealnych tablic, tylko od ludzi. Dlatego chętnie decydowałam się na oprowadzania po angielsku również w muzeach, jeśli akurat na takie trafiłam. Odpowiadając na pytanie, czy warto, mogę tylko je polecić, jeśli oczywiście nie szukamy wyspecjalizowanej wiedzy.

Jasna sprawa, ale lepiej o tym wspomnieć

  • Potwierdzona rezerwacja to zgoda kogoś na poświęcenie Wam swojego czasu. Niedopuszczalne jest potraktowanie tematu „może przyjdę, może nie”. Lepiej zastanowić się trzy razy, czy na pewno damy radę dotrzeć w określone miejsce, na daną godzinę niż narobić rezerwacji „bo za darmo”.

Tak zdarzają się wpadki. Tak, mi też się taka przydarzyła w 2012 roku, kiedy nastawiłam budzik wg czasu polskiego i totalnie przespałam dzień. Na szczęście, po wysłaniu bardzo kwiecistych przeprosin, okazało się, że akurat na tą wyprawę nie byłam jedyna (we wszystkich pozostałych przypadkach tak). Trzeba zatem uważać.

  • Miejsca spotkania to najczęściej określone numerem wyjście ze stacji metra, np. Seoul Station Exit 2 (Line 1), jeśli nie czujemy się pewnie i nie wiemy dokładnie, ile zajmie nam dotarcie, załóżmy zapas czasu, by się nie spóźnić. Na miejscu, nie martwcie się, przewodnicy łatwo Was rozpoznają 😉
  • Nie wszyscy przewodnicy życzą sobie, by robić im zdjęcia. Zawsze należy zapytać o zgodę, a jeśli robicie wspólne fotografie z zamiarem wysłania ich na jakiś portal społecznościowy, koniecznie trzeba uzyskać od nich zgodę.
  • Przewodnicy nie przyjmą od Was napiwku w formie pieniężnej, mogą to zresztą uznać za obrazę. Nawet z upominkami jest problem. Jedna przewodniczka w muzeum, po oprowadzaniu 1 na 1, bardzo gwałtownie zareagowała, gdy na koniec sięgnęłam do saszetki, by wyciągnąć pamiątkową pocztówkę z fragmentem muru berlińskiego (mieszkałam wówczas w Berlinie i też pracowałam jako przewodnik). A i tak się wzbraniała, by ją wziąć. Warto mieć jednak w zanadrzu jakiś drobiazg, najlepiej z Polski (nie alkohol).

Tutaj możecie przejrzeć  tematy wycieczek oraz zarezerwować oprowadzanie.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.